środa, 1 listopada 2017

Kinky Boots

Świetny Krzysztof Szczepaniak w musicalu Kinky Boots w Teatrze Dramatycznym

Warszawa nie ma swojej ulicy Broadway, ani kwartału Off-Broadway, ale gdybyśmy je mieli, to z pewnością musiałyby być usytuowane w okolicach Pałacu Kultury i Nauki. Widzowie odwiedzający Teatr Dramatyczny od pewnego czasu mogą oglądać znakomite przedstawienia muzyczne, a w pobliżu mieści się przecież kilka innych teatrów, w których można usłyszeć piękne melodie.

Na deskach sceny im. Gustawa Holoubka wystawiono musical Kinky Boots przygotowany na podstawie scenariusza Geoffa Deana i Tima Firtha do filmu „Kinky Boots” wytwórni Miramax z librettem Harveya Fiersteina, muzyką i tekstami Cyndi Lauper przetłumaczonymi przez Michała Wojnarowskiego. Spektakl wyreżyserowała Ewelina Pietrowiak.


fot. Krzysztof Bieliński
Tym razem historia opowiedziana na scenie była bajką o zderzeniu marzeń z rzeczywistością, gdzie walczyły ze sobą ambicja, chęć  wzbogacenia się, pragnienie ucieczki z prowincji z jednej strony, a wierność przyjaciołom i przywiązanie do zawodowej, rodzinnej tradycji z drugiej. Na to nałożył się wątek miłosny pary Charlie Price (Mateusz Weber) - Nicola (Kinga Suchan). Zaczęło się spokojnie, melodramatycznie, melodyjnie. Nic nie zapowiadało trzęsienia ziemi, które miało właśnie nastąpić, a była nim : Lola! Lola! Lola!


fot. Krzysztof Bieliński
Drag queen, kolorowy, rajski ptak w wykonaniu niesamowitego w tym spektaklu Krzysztofa Szczepaniaka, który znakomicie śpiewał, świetnie tańczył, a także wiarygodnie wcielił się w obie części swojego bohatera (Lola; Simon) i umiejętnie zróżnicował dwa oblicza tej postaci. Od kilku lat z przyjemnością piszę o coraz lepszych rolach Krzysztofa Szczepaniaka, a przecież sceniczny debiut tego artysty w Mizantropie w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza był bardzo udany. Artysta w Kinky Boots po raz kolejny zgarnął całą pulę, a reżyserka spektaklu Ewelina Pietrowiak trafiła swym wyborem głównej roli w dziesiątkę.

Kinky Boots w swojej wymowie to muzyczna lekcja pokory dla wszystkich, którzy myślą stereotypami. Każdy człowiek jest inny i ma do tego prawo, zdaje się mówić ze sceny Cyndi Lauper. Artystka sugeruje, aby nikogo nie oceniać na podstawie... na przykład butów, o czym przekonali się (czasami nawet boleśnie) bohaterowie sztuki.

Realizacja tego musicalu jest jeszcze godna uwagi z jednego powodu: bardzo dobrej muzyki granej na żywo. Perfekcyjna gra orkiestry sprawiła, że część widzów siedzących w dalszych rzędach na parterze nie zorientowała się, że w orkiestronie gra kilkunastu znakomitych muzyków, a melodie nie były odtwarzane z nośnika danych!


Ciekawy wywiad z Eweliną Pietrowiak.

Kurzy się!

czwartek, 19 października 2017

Pieczątki pod specjalnym nadzorem

Biurokracja w służbie miłości na scenie Teatru Dramatycznego w Warszawie

Fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska
Oscarowe Pociągi pod specjalnym nadzorem z 1966 roku w reżyserii Jiříego Menzla ze znakomitą kreacją Václava Neckářa przez pół wieku kształtowały wyobrażenia czytelników i widzów o bohaterach opowiadania napisanego przez Bohumila Hrabala i będącego kanwą filmu. Tadeusz Słobodzianek wziął pod uwagę to artystyczne obciążenie i aby zmierzyć się z prozą Hrabala w nowej, teatralnej wersji sięgnął po posiłki u źródeł, a więc za naszą południową granicą. Dyrektor Teatru Dramatycznego powierzył reżyserię sztuki Jakubowi Krofcie, który pracuje w Teatrze Drak w Hradec Kralove, a adaptację Januszowi Andermanowi, prozaikowi ale też i tłumaczowi literatury czeskiej. Anderman wypracował dobrą podstawę do realizacji spektaklu, a Krofta nasycił go czeską, niepowtarzalną aurą, która jest esencją prozy Hrabala i zawsze wabi publiczność.

Spektakl miał znakomitą oprawę plastyczną, gdzie światła (Damian Pawella), scenografia i kostiumy (Aneta Suskiewicz) oraz projekcje wideo (Jakub Lech) we wspaniały, teatralny sposób oddały rzeczywistość stacji w Kostomlatach. Muzyka napisana i zagrana na żywo przez duet SzaZa (Paweł Szamburski, Patryk Zakrocki) doskonale podkreśliła nastrój poszczególnych scen, a także zgrabnie spełniła rolę ilustracyjną.

Fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska
Widzowie z przyjemnością oglądali grających na Scenie na Woli, dobrze dysponowanych artystów Teatru Dramatycznego. Otar Saralidze (Milosz Pipka) w głównej roli nie uległ pokusie naśladowania filmowej kreacji Neckářa i zaprezentował się świeżo i oryginalnie. Dzielnie sekundowały mu towarzyszki i towarzysze z kolejarskiej obsady stacji. Widzom najbardziej spodobała się scena opieczętowania Telegrafistki Świętej (Martyna Kowalik) przez Dyżurnego ruchu Całuska (Robert Majewski). Z kolei Małgorzata Niemirska jako Żona Zawiadowcy wzruszyła publiczność śpiewając piękną, sentymentalną piosenkę, a Agata Góral (Masza) przy każdym pojawieniu się na scenie emitowała potężną, wręcz kosmiczną porcję energii. Osobnym zjawiskiem była gra Agaty Wątróbskiej (Wiktoria Freie), która wypracowała sposób na dowcipną prezentację niepełnosprawności swojej bohaterki. Twórcy dopracowali najdrobniejsze szczegóły przedstawienia, dokładnie widać było, że realizacja została drobiazgowo przygotowana i przemyślana.

Nic dodać, nic ująć, wszystkie artystyczne pieczątki pozostały pod specjalnym nadzorem.

Kurzy się!

środa, 4 października 2017

Mefisto - postscriptum Klątwy

Agnieszka Błońska stawia trudne pytania w Teatrze Powszechnym

Sztuka rozpoczęła się gorącą, modlitewną prośbą o opiekę Boga i świętych nad artystami Teatru Powszechnego. Wszak Mefisto to upadły anioł, a twórcy z tego Teatru wielokrotnie pchali swoje palce między parafialne drzwi. W tym przypadku zdali się jednak tylko nieposłusznie mówić: - My też mamy prawo zwracać się do Boga!

fot. Magda Hueckel
Przedstawienie miało dobre tempo, a widzowie z całą pewnością się nie nudzili. Niektóre sceny pozostaną w pamięci publiczności z uwagi na ich świetne, a czasami wręcz brawurowe wykonanie. Mam na myśli: „flagową” piosenkę Forever Young zespołu Alphaville zaśpiewaną przez szybującą wysoko nad widzami Karolinę Adamczyk, komiczne monologi Klary Bielawki (nie mogę do tej pory zrozumieć, w jaki sposób artystka uniknęła rozbicia głowy podczas zmagania się z trudnymi pytaniami) oraz piłkarski występ Oskara Stoczyńskiego.

Mefisto wyreżyserowany przez Agnieszkę Błońską w Teatrze Powszechnym w Warszawie to spektakl, który powstał jako wypadkowa wielu inspiracji. Po pierwsze sztuka nawiązała do książki Klausa Manna o tym samym tytule napisanej w 1936 roku, po drugie do słynnej, jej filmowej adaptacji Istvána Szabó z niezapomnianą rolą Klausa Marii Brandauera, a po trzecie do teatralnej inscenizacji przygotowanej w 1983 roku właśnie w Teatrze Powszechnym.

fot. Magda Hueckel
W Mefiście artyści dyskutowali o granicach kompromisu, o tym gdzie zaczyna się konformizm, a gdzie wzgarda i poczucie własnej wyższości w stosunku do ludzi mających inne poglądy. W spektaklu zadano wiele pytań i pokazano przeciwstawne postawy. Cytowano fragmenty narodowo-katolickich ulotek i Deklarację Ideową ONR, a także urywki publicznych wypowiedzi kilku uczestników debaty ,,Teatr polski – tradycja i przyszłość”, która odbyła się w Pałacu Prezydenckim. Postaci na scenie zaprezentowały pełen wachlarz postaw: od bicia w dzwon oporu i wznoszenia okrzyków: autorytaryzm, faszyzm!, do uspokajającego - Bez paniki. Zachowajmy trzeźwy umysł… - Höfgena (udana rola Arkadiusza Brykalskiego).

Mieszanka cytatów, wspominków i komentarzy za każdym razem prowadziła reżyserkę oraz aktorów do współczesności. Mefisto prędzej czy później lądował na warszawskiej Pradze, a wspólnym mianownikiem dla rozmowy o postawach artystów stawała się głośna inscenizacja Klątwy Wyspiańskiego wyreżyserowana niedawno na tej samej scenie przez Olivera Frljića. Artyści tłumaczyli  i wspominali swój udział w Klątwie, która spotkała się z krytyką i oskarżeniami ze strony obozu władzy, hierarchów kościelnych i środowisk katolickich, a nawet wywołała bezpośrednie ataki narodowców na teatr.

Mefisto Agnieszki Błońskiej stał się artystycznym postscriptum Klątwy.

Czy takie zakotwiczenie dyskusji wystarczyło, aby stworzyć w pełni autonomiczny oraz interesujący utwór? Dla wielu widzów odpowiedź na to pytanie była trudna, a ich opinie pozostały zróżnicowane. Dla mnie niezaprzeczalną wartością tego spektaklu było to, że ze sceny jednak padło wiele trudnych pytań. Oby zawsze było to możliwe.

Kurzy się!


niedziela, 20 sierpnia 2017

Warsaw Gallery Weekend

Zapowiada się gorący, wrześniowy weekend!


Lato kończy się, a kulturalna Warszawa nabiera tempa. Wielkimi krokami zbliża się nowy sezon artystyczny! Zachęcam do pracy z kalendarzem, gdyż będzie w czym wybierać. Dzisiaj chciałbym zapowiedzieć Warsaw Gallery Weekend, który odbędzie się w dniach 22-24 września 2017 r.

WGW to coroczny festiwal sztuki współczesnej organizowany przez prywatne galerie. Kilkadziesiąt wystaw i bogaty program towarzyszący pokażą to, co najciekawsze i aktualne na warszawskiej scenie artystycznej. W tegorocznej edycji WGW weźmie udział aż 26 galerii: Arton, Asymetria, BWA Warszawa, Biuro Wystaw, Czułość, Dawid Radziszewski, Fundacja Archeologia Fotografii, Fundacja Galerii Foksal, Instytut Fotografii Fort, Kasia Michalski Gallery, Le Guern, Leto, Lokal_30, M², Monopol, Piktogram, Pola Magnetyczne, Profile, Propaganda, Raster, Rodriguez Gallery, Stereo, Stroboskop, Galeria Szydłowski, Wizytująca Galeria i Galeria Wschód. Szczegóły programowe wkrótce. Wstęp na wszystkie wystawy i spotkania będzie bezpłatny. 


Ten film pozwoli Ci zorientować się, jak ciekawie było w zeszłym roku!


Kurzy się!

czwartek, 1 czerwca 2017

Jezioro reaktywacja

Sławne 32 fouettes znakomitej Mai Kageyamy ozdobą wieczoru. Jezioro Łabędzie w Teatrze Wielkim Operze Narodowej w Warszawie

Nie ma słynniejszego baletu klasycznego od Jeziora Łabędziego z muzyką Piotra Czajkowskiego. Balet w choreografii Lwa Iwanowa i Mariusa Petipy jest symbolem klasycznej sztuki. Jezioro Łabędzie jest wystawiane na największych scenach świata, muzykę Czajkowskiego cytuje się w filmach, choćby w serii o Harrym Potterze, a czasami nawet żartuje się z klasycznej choreografii tworząc parodie baletu (genialna w wykonaniu Les Ballets du Trockadero). Jezioro zostało już dawno zawłaszczone przez pop kulturę, tak jak stało się to z wieloma innymi arcydziełami sztuki klasycznej.

Zmierzenie się z takim symbolem nie jest łatwe. Balet wymaga od całego zespołu i solistów bardzo wysokiego poziomu artystycznego. Chodzi o dziesiątki trudnych ról, wiele scen zbiorowych, których efekt gwarantowany jest tylko w przypadku perfekcyjnego wykonania. Wystawienie Jeziora Łabędziego bez zaprezentowania wysokiego poziomu artystycznego może narazić teatr baletowy nawet na drwiny! Widzowie podświadomie porównują wykonanie z obrazami perfekcyjnych, rosyjskich realizacji, które obecnie łatwo można obejrzeć w Internecie. 

Dyrektor Polskiego Baletu Narodowego i jednocześnie główny choreograf spektaklu Krzysztof Pastor czekał kilka lat na możliwość wystawienia tego dzieła. Nie śpieszył się. Artysta wiedział, że zespół Polskiego Baletu Narodowego musi dojrzeć do tej realizacji. Pastor zdecydował się na całkowitą zmianę libretta, które napisał Paweł Chynowski. Akcję przeniesiono z brzegów zaczarowanego jeziora do carskich rezydencji w czasach Aleksandra III Romanowa. Twórcy wykorzystali autentyczną historię romansu jego syna, młodego carewicza z Polką, Matyldą Krzesińską. Ta zmiana umożliwiła „unowocześnienie” konstrukcji dramaturgicznej dzieła oraz przygotowanie nowej choreografii. Z czarodziejskiej opowieści balet przerodził się w opowieść o miłości, wierności, dylematach władzy i męskiej przyjaźni. Dodano dynamiczne sceny zbiorowe z udziałem oficerów i żołnierzy tańczących podczas manewrów wojskowych. Towarzysze broni popisywali się i rywalizowali, ale potrafili także czule partnerować sobie, kiedy emocje i uczucia stawały się trudne do opanowania. 

fot. Ewa Krasucka
Cały zespół baletowy zaprezentował się z jak najlepszej strony. Mnie szczególnie przypadły do gustu taniec i gra aktorska Patryka Walczaka (Huzar Wołkow). Artysta zadbał o subtelne wykończenia każdego, nawet najdrobniejszego ruchu i zademonstrował piękne, wysokie skoki. Z kolei Mai Kageyama (Matylda Krzesińska, Odylia) przedstawiła nienaganną technikę, która pozwoliła jej brawurowo wykonać sławne 32 fouettes, które na długo zostaną widzom w pamięci. Drobniutka tancerka kręciła się na scenie z prędkością dziecięcego bączka.

Koniecznie należy poświęcić uwagę także wspaniałej scenografii i kostiumom zaprojektowanym przez mediolańską projektantkę Luisę Spinatelli. Artystka wykorzystała ogromne możliwości i talent rzemieślników z pracowni krawieckiej i malarni Teatru Wielkiego. Obrazy namalowane na tiulu przedstawiały pałace, ogrody, fontanny i rośliny, które tworzyły poetyckie, wspaniałe tło dla baletu.

Krzysztofowi Pastorowi udała się swoista reaktywacja Jeziora Łabędziego. Nowe sekwencje posługiwały się językiem baletu klasycznego i zostały świetnie połączone z najsłynniejszymi partiami choreografii Lwa Iwanowa i Mariusa Petipy. Pomysł Pastora sprawdził się. Balet był jednolity stylistycznie, a „stare” sceny idealnie ilustrowały nową historię! Artysta tchnął w ten spektakl nowe życie, ale zrobił to z poszanowaniem tradycji, umiarem i artystycznym smakiem.

Króciutki film poświęcony pracy nad scenografią i kostiumami do baletu:


Kurzy się!