Romantyczny wieczór w
Teatrze Fredry w Gnieźnie: Klub Samotnych Serc Portofino w reż. Łukasza Czuja
![]() |
fot. M. Klejnowska |
Przedstawienie składało się z ubarwionych muzyką
historii opowiadanych i śpiewanych przez pięć Pań i pięciu Panów. Wszystkie
narracje były o miłości i każda okazywała się w końcu historią o nieszczęśliwym
uczuciu. Mimo złych doświadczeń, jakaś tajemna siła popchnęła jednak wszystkich
scenicznych bohaterów do Klubu Samotnych Serc „Portofino”, do tego niezbyt
eleganckiego miejsca, które przypominało kiepską restaurację z
prowincjonalnego, sennego miasteczka. Tą siłą było nieodparte pragnienie
miłości.
![]() |
fot. Dawid Stube |
Podłoga klubu, czy może raczej restauracji była
przykryta linoleum (scenografia i kostiumy – Michał Urban). Wnętrze było
proste, kilka starych krzeseł i stolików. Wyobraziłem sobie, że na zewnątrz,
nad drzwiami wejściowymi powinien wisieć zużyty szyld oświetlony ostatnią działającą żarówką. Na szyldzie napis: Mozaika lub Kolorowa, Parkowa, Kameralna
itp. Każdy mógł podstawić sobie nazwę, którą znał z czasów PRL.
Reżyser świadomie zrezygnował z punktowych
reflektorów, błyszczących marynarek, cekinów i świątecznej oprawy widowiska.
Łukasz Czuj nie chciał stworzyć wieczoru estradowego. Kameralne, zwykłe wnętrze,
niezbyt mocne oświetlenie i kostiumy, które prezentowały tak zwane porządne,
świąteczne ubrania z tamtych lat przyczyniły się do wytworzenia intymnej
atmosfery, dzięki której widzowie mogli identyfikować się z bohaterami na
scenie.
W warstwie muzycznej królowały popularne w Polsce
piosenki z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego stulecia.
Poszczególne utwory czytelnie ilustrowały perypetie bohaterów. Artystom
towarzyszył bardzo dobrze i równo grający zespół muzyczny (Głowacki, Melnyk,
Rynkiewicz, Winiarski) który prezentował
melodie piosenek w spokojnych aranżacjach Marcina Partyki.
![]() |
fot. Dawid Stube |
Przebojami wieczoru były dwie piosenki włoskiego
artysty Freda Buscaglione. Pierwsza, to tytułowe „Portofino” z polskim tekstem
Wojciecha Młynarskiego wyraziście zinterpretowane przez Annę Pijanowską, a
druga, to kabaretowa „Teresa! Daj spokój!” ze słowami Agnieszki Osieckiej,
zaśpiewana dynamicznie przez Macieja Hązłę. Tej piosence towarzyszył zabawny,
ale technicznie trudny, zbiorowy układ choreograficzny (dobra robota Pauliny
Andrzejewskiej), który artyści wykonali równo i bezbłędnie.
Wysiłek twórców i wykonawców nagrodziły długie,
rzęsiste brawa, które były jak najbardziej zasłużone, a wielu widzów
manifestowało swoją aprobatę dla miłości podśpiewując razem ze znakomitym w
finałowym numerze Wojciechem Kalinowskim: Love! Love! Love!
Zapowiedź spektaklu:
Kurzy się!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz