niedziela, 22 listopada 2015

The Haunted Manor

Reżyserię Strasznego Dworu Stanisława Moniuszki z powodu tegorocznych, okrągłych jubileuszy teatru publicznego i Teatru Wielkiego - Opery Narodowej oddano nieco przekornie w ręce Anglika Davida Pountneya. Artysta jest obecny od czterdziestu lat na scenach operowych całej Europy. Szczególnym powodzeniem jego twórczość cieszy się w Wielkiej Brytanii, Francji, Austrii, a także ostatnio w Polsce.

fot.Krzysztof Bieliński
Straszny Dwór to romantyczna opera komiczna, ale przede wszystkim dla Polaków, patriotyczna. Prapremiera miała miejsce w 1865 roku tuż po upadku Powstania Styczniowego. Oryginalnie akcja opery działa się w pierwszej połowie XVIII wieku. Był to czas apogeum wolności i kultury szlacheckiej, która pokazana w operze Moniuszki wzbudzała w czasach zaborów nostalgię i tęsknotę.

Zastanawiałem się, w jaki sposób Pountney pobudzi tę operę do jej drugiego, europejskiego życia. Bo tylko taki sens miało powierzeniu mu reżyserii tego dzieła. O ile warstwa muzyczna jest zrozumiała i atrakcyjna, to obyczaje i obrzędy osiemnastowiecznych Sarmatów były i są nieprzeniknione dla współczesnych Europejczyków.

fot. Krzysztof Bieliński
Reżyser wymyślił kilka sztuczek, dzięki którym wyszedł obronną ręką z tego zadania! Po pierwsze przesunął akcję opery o dwieście lat, nie zrezygnował z symboli patriotycznych, ale mrugnął okiem do widzów zawieszając nad sceną olbrzymią kopię obrazu Jerzego Kossaka „Cud nad Wisłą” oraz ubrał dwóch głównych bohaterów w mundury armii Piłsudskiego.  Dołożył do tego wiele uniwersalnych symboli związanych z kolorową epoką lat dwudziestych ubiegłego wieku w Europie. To poskutkowało. Dzieło zachowało lekkość, humor, radość życia i energię, a opera rozebrana ze sparciałego kontusza nabrała oddechu.

W tym miejscu należy wspomnieć oszczędną scenografię Leslie Traversa, który przygotował ceglane budynki koszar z początków dwudziestego wieku, potem modernizm i Bauhaus, który zarysował symbolicznie, a także niecodzienne skrzynie-teatrzyki przeznaczone do romantycznych prezentacji tableau vivant.  Scenografia nie zdominowała przedstawienia, a była jedynie harmonijnym tłem do pokazania zróżnicowanych postaci w przepięknych, kapitalnie wykonanych kostiumach zaprojektowanych przez Marie-Jeanne Lecca.

fot.Krzysztof Bieliński
I wreszcie przyszła pora na artystów występujących na scenie. Należy zaakcentować bardzo wysoki poziom całej obsady, chociaż moją uwagę zwróciło trzech artystów. Kapitalny Zbigniew w wykonaniu Rafała Siwka (bas), artysty będącego w doskonałej formie wokalnej, o dużej swobodzie i lekkości, a także zwracającego uwagę na grę aktorską. Kolorowym ptakiem tej inscenizacji był Damazy w wykonaniu Ryszarda Minkiewicza (tenor), który był rzeczywiście wspaniale obsadzony i mógł pokazać cały swój talent komiczny. Na koniec ciepłe słowa poświęcam Cześnikowej w wykonaniu Anny Boruckiej (mezzosopran). Ta artystka zaprezentowała na scenie perfekcyjne wykonanie partii muzycznych, zwłaszcza arii „Z tej strony Powiśla” w I akcie oraz dynamikę i wdzięk nieco postrzelonej w jej wykonaniu Cześnikowej.

Całość wieńczył legendarny Mazur, który towarzyszył karuzelowej maskaradzie z nawiązaniami do stylu rokoko z czasów księżnej Izabelli Lubomirskiej. Godny finał polskiej opery, którą z przyjemnością obejrzą widzowie w całej Europie. Nowym i znakomitym pomysłem było pokazanie Strasznego Dworu na bezpłatnej platformie streamingowej Teatru Wielkiego - Opery Narodowej oraz na The Opera Platform, gdzie spektakl można obejrzeć o każdej porze dnia i nocy. Oto link do platformy: Straszny Dwór.


Kurzy się! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz