sobota, 23 stycznia 2016

Lider potrzebny od zaraz!

Poznanie kontekstu narodzin dzieła muzycznego oraz znajomość gatunków operowych nie jest konieczne, aby móc delektować się muzyką Mozarta. Historia „Łaskawości Tytusa” jest jednak bardzo ciekawa i przyda się do przeprowadzenia głębszej analizy przekazu artystycznego Ivo van Hove, reżysera opery wystawionej w Teatrze Wielkim Operze Narodowej w koprodukcji z teatrem La Monnaie z Brukseli.

fot. Krzysztof Bieliński
Mozart napisał operę na zamówienie, a jej prapremiera odbyła się w 1791 roku z okazji koronacji Habsburga, cesarza Leopolda II na króla Czech. „Łaskawość Tytusa” była tradycyjną operą gatunku opera seria, w dodatku koronacyjną. Tytułowy bohater - władca został jednak potraktowany przez autora libretta napisanego wg tekstu Pietra Metastasia, Caterino Mazzolę  oraz samego Mozarta w sposób jak na tamte czasy wyjątkowy. Cesarz ukazany przez twórców nie przestał być wielkim panującym, ale w tej operze stał się także „człowiekiem” pośród innych ludzi. Tytusem targały zwykłe, ludzkie emocje. Mazzola i Mozart zrezygnowali z pokazywania cesarza wyłącznie jako półboga, wysoko wyniesionego ponad lud. To była nowość, która nie znalazła zrozumienia i nie spodobała się dworskiej publiczności prapremiery. Rozterki i pobłażliwość władcy mogły przecież przeszkadzać w skutecznym sprawowaniu władzy, na co zwracał uwagę już Machiavelli. Dwór cesarza Leopolda II patrzył z niepokojem w tamtym czasie na Paryż i Ludwika XVI. Obawy okazały się uzasadnione, gdyż kilkanaście miesięcy później, król Francji został skazany na śmierć i zgilotynowany jako Obywatel Kapet, a nie półboski władca.

fot. Krzysztof Bieliński
Prawie 225 lat po prapremierze Ivo van Hove ubrał dzisiejszych wykonawców w modne, biznesowe garnitury zamówione u najlepszych projektantów. Reżyser umieścił akcję we wnętrzu, które przedstawiało komfortowo wyposażoną kancelarię bądź rezydencję władcy współczesnego państwa. Scenografia pomogła widzom w odbiorze opery prezentując współczesne, eleganckie meble i dzisiejsze rozwiązania techniczne wspomagające pracę polityków. Reżyser zaprezentował dodatkowo towarzyszący cesarzowi, liczny sztab asystentów i specjalistów z różnych dziedzin. Elektroniczne gadżety nie przeszkadzały w słuchaniu muzyki, której archaiczną strukturę wiernie zachował reżyser. Interesującym elementem plastycznym spektaklu były także skromne, ale znaczące projekcje wideo (Tal Yarden), które uzupełniały pokaz sceniczny o m.in. zbliżenia uwypuklając w ten sposób dobrą grę aktorską wykonawców.

Wszyscy soliści bez wyjątku zaprezentowali wysoki poziom, co warto podkreślić. Dodam, że koncepcja ruchu scenicznego zaproponowana przez twórców spektaklu nie ułatwiała im zadania. Artyści często śpiewali w półleżących, zachwianych pozycjach, a jednak nie odnotowałem żadnych kłopotów z oddechem, czy emisją głosu. Klasą dla siebie była Anna Bonitatibus (Sesto), która śpiewała naprawdę znakomicie i potrafiła przekonująco pokazać sprzeczne emocje, które targały zakochanym do szaleństwa chłopakiem. Obok włoskiej artystki warto wyróżnić świetnie aktorsko i świadomie wykonaną rolę tytułową przez Charlesa Workmana oraz Annę Bernacką za interpretację Annia, kompana Sesto.

Orkiestra pod dyrekcją Benjamina Bayla także zaprezentowała się bardzo korzystnie. Muzycy zagrali zespołowo, sprawnie, równo oraz w sposób, który pomagał śpiewakom. Jedynym zaskoczeniem było brzmienie instrumentu Pianoforte, który towarzyszył recytatywom opery. Byłem tym brzmieniem nieco zdezorientowany, ale po mniej więcej połowie pierwszego aktu podświadomie je zaakceptowałem i więcej już nie zwracało mojej uwagi. 

Reżyser w swojej interpretacji dzieła Mozarta uwypuklił dylematy związane ze sprawowaniem władzy i zdawał się mówić ze sceny: - Teraz są trudne i przełomowe czasy. Tytus kiedyś zachował się nietypowo i to był symbol nadchodzących zmian. Dzisiaj też oczekujemy od polityków w Europie nowego sposobu postępowania! Chcemy liderów o nowych cechach!

Dodam do tego jeszcze mój postulat, aby liderzy o starych cechach, nie skończyli w taki sam sposób, jak prawnuk króla Polski Stanisława Leszczyńskiego.


Kurzy się!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz